OŚWIĘCIM. Kłopot z kleszczem. Potrzeba nam więcej empatii
Waldemar Łoziński opisał scenę, jaka rozegrała się w Przychodni Rejonowej nr 4. Dziecku wbił się kleszcz. Rodzice poprosili pielęgniarkę o pomoc, pytali o lekarza. - Pani pielęgniarka stwierdziła, że do usunięcia kleszcza nie potrzebny jest lekarz, wystarczy pomoc pielęgniarki i stanowczo odesłała rodziców wraz z małym pacjentem do tzw. swojej przychodni. Ojciec dziecka odwrócił się w moim kierunku i zapytał: „Jest pan radnym, niech mi pan powie, czy to tak powinno wyglądać?” - opowiada radny.
Oceń artykuł
Komentarze
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz do tego artykułu.