Pod koniec sierpnia radne Agnieszka Komendera i Mariola Madej zapytały prezydenta Janusza Chwieruta, czy Oświęcim powinien przeanalizować możliwość wprowadzenia opłaty miejscowej – argumentując rosnącym ruchem turystycznym i kosztami, jakie ponosi z tego tytułu miasto. Odpowiedź nadeszła 9 września, i jest znacznie bardziej stanowcza, niż sugerowałby sam charakter wniosku o analizę. Bulwary nad Sołą w Oświęcimiu Sprzeciw natury etycznej Pierwsza i najmocniej wybrzmiewająca część odpowiedzi nie ma charakteru prawnego ani finansowego, lecz moralny. Prezydent pisze wprost o „zdecydowanym sprzeciwie” wobec pobierania jakiejkolwiek opłaty od osób odwiedzających Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, przypominając, że placówka powstała staraniem samych więźniów na mocy ustawy z 1947 roku, a jej misją jest gromadzenie dowodów zbrodni nazistowskich i edukacja kolejnych pokoleń. Traktowanie wizyty w miejscu pamięci i męczeństwa jako podstawy do naliczania opłaty turystycznej prezydent nazywa „głęboką niestosownością”. To argument trudny do zakwestionowania na poziomie wartości – i trzeba przyznać, że trafia w sedno wrażliwości, jaką wymaga temat Auschwitz. Wymaga jednak też pewnego doprecyzowania, którego w piśmie zabrakło. Opłata miejscowa nie jest opłatą za wstęp do Muzeum – ten pozostaje i pozostanie bezpłatny niezależnie od decyzji rady miasta. To podatek lokalny pobierany od osób nocujących w mieście dłużej niż dobę, niezależnie od tego, w jakim celu przyjechały – tak samo naliczany byłby np. gościom przyjeżdżającym na targi czy wesele. W praktyce, skoro to właśnie Muzeum sprowadza do Oświęcimia zdecydowaną większość gości, rozróżnienie to ma dziś głównie znaczenie formalne. Ale formalne różnice bywają w prawie podatkowym kluczowe – i to właśnie na nich, a nie na etyce, opiera się reszta odpowiedzi prezydenta. Ryzyko prawne, które miasto już zna z Zakopanego Drugi filar odpowiedzi jest czysto techniczny. Prezydent przypomina, że wprowadzenie opłaty miejscowej wymaga wcześniejszego ustalenia, czy miejscowość spełnia ustawowe warunki klimatyczne i krajobrazowe – w tym normy jakości powietrza. Powołuje się przy tym na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2022 roku (III FSK 2866/21), zgodnie z którym błędna ocena tych warunków może skutkować unieważnieniem całej uchwały przez Regionalną Izbę Obrachunkową. To ten sam typ ryzyka prawnego, z którym od lat mierzy się Zakopane – gdzie kolejne uchwały o opłacie klimatycznej są systematycznie obalane w sądach z powodu przekroczonych norm smogowych w strefie małopolskiej, do której należy również Oświęcim (nie jest to jednak ta sama sprawa – to odrębne postępowania dotyczące tego samego mechanizmu prawnego). Innymi słowy: zanim ktokolwiek zacznie liczyć potencjalne wpływy do budżetu, trzeba by najpierw sprawdzić, czy miasto w ogóle formalnie kwalifikuje się do pobierania takiej opłaty. To ostrożność uzasadniona, a nie wykrętna – i pokrywa się zresztą z tym, o co same radne pytały w swoim wniosku. Turystyka jako korzyść, a nie tylko koszt Trzeci wątek to polemika z samą przesłanką wniosku radnych. Prezydent zwraca uwagę, że ich pismo sugeruje, jakoby goście odwiedzający miasto byli dla niego wyłącznie kosztem. Przypomina, że baza noclegowo-gastronomiczna Oświęcimia stale rośnie – miejskie rejestry obejmują dziś 104 obiekty z ok. 1283 miejscami noclegowymi, do czego dochodzi kolejnych 878 miejsc w hotelach zarejestrowanych przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego – co przekłada się na setki miejsc pracy w hotelarstwie, gastronomii i instytucjach muzealnych. Dokłada do tego argument o innej skali: dzięki obecności Muzeum miasto od 1997 roku korzysta z Oświęcimskiego Strategicznego Programu Rządowego, w ramach którego – jak podaje prezydent – Miasto Oświęcim otrzymało łącznie ponad 69,5 mln zł dofinansowania na infrastrukturę służącą przede wszystkim mieszkańcom. To solidny argument liczbowy, tylko odpowiadający na trochę inne pytanie. OSPR działa od blisko trzech dekad i finansuje miasto z tytułu samego istnienia Muzeum – niezależnie od tego, ilu turystów akurat je odwiedza w danym roku. Środki z programu nie rosną więc wraz ze wzrostem ruchu turystycznego, o którym pisały radne w swoim wniosku (z 563 tys. w 2021 r. do niemal 1,95 mln w 2025 r.). Innymi słowy: 69,5 mln zł z OSPR to realna korzyść dla miasta, ale to pieniądze za obecność Muzeum jako takiego, a nie za obsługę tegorocznych, konkretnych milionów gości. Nie odpowiadają więc na pytanie, które zadały radne: kto pokryje koszty, jakie generuje rosnący z roku na rok ruch turystyczny – sprzątanie, wywóz śmieci, utrzymanie ulic – tu i teraz, a nie dofinansowanie sprzed lat. Ile to mogłoby dać? Nikt nie policzył Co ciekawe, żadna ze stron sporu nie przedstawiła w swojej korespondencji nawet orientacyjnego wyliczenia potencjalnych wpływów z opłaty – a dane, którymi dysponuje prezydent, na taką kalkulację pozwalają. Przy maksymalnej stawce 3,46 zł za dobę i łącznej bazie nieco ponad 2 tysięcy miejsc noclegowych, nawet przy pełnym, całorocznym obłożeniu teoretyczny sufit wpływów wyniósłby ok. 2,7 mln zł rocznie – w praktyce, przy bardziej realistycznym obłożeniu rzędu 40 procent, byłoby to raczej w okolicach 1–1,5 mln zł. Dla porównania: Zakopane, dysponujące znacznie większą bazą noclegową, zbiera z opłaty klimatycznej ok. 4,5 mln zł rocznie, a niewielki, kilkutysięczny Zator uzyskał w pierwszym roku pobierania opłaty 200 tysięcy złotych. To pokazuje coś, czego nie dostrzega żadna ze stron: skala potencjalnych wpływów jest umiarkowana, bo opłata miejscowa dotyczy wyłącznie osób nocujących dłużej niż dobę – a zdecydowana większość z niemal 2 milionów rocznych gości Oświęcimia to turyści jednodniowi, przyjeżdżający autokarami z Krakowa i wyjeżdżający tego samego dnia, którzy tej opłaty nigdy by nie zapłacili. Radne we wniosku mówiły ostrożnie o „częściowym pokryciu kosztów”, nie o pełnej rekompensacie – ale przywoływana przez nie liczba 7,2 miliona odwiedzających jest złym punktem odniesienia do oceny realnej skali tych wpływów, skoro zdecydowana większość tych osób nigdy nie zapłaciłaby opłaty. Muzeum Auschwitz-Birkenau Decyzja odłożona, nie podjęta Ostatni element odpowiedzi ma charakter czysto proceduralny: w Sejmie trwają równolegle prace nad dwoma projektami zmieniającymi cały system opłat turystycznych – poselskim projektem opłaty turystyczno-rekompensacyjnej (pierwsze czytanie odbyło się w Sejmie zaledwie kilka dni przed pismem prezydenta) oraz rządowym projektem podnoszącym stawki i wiążącym pobór opłaty ściśle z usługami hotelarskimi od 2027 roku. W tej sytuacji prezydent rekomenduje wstrzymanie się z jakimikolwiek działaniami do czasu rozstrzygnięcia tych prac ustawowych. To rozsądne stanowisko – ale warto zauważyć, że siedzi ono w pewnym napięciu z retoryką z początku pisma. Jeśli sprzeciw wobec opłaty ma charakter zasadniczy, moralny, dotyczący godności miejsca pamięci, to trudno zrozumieć, dlaczego miałby zniknąć w chwili, gdy Sejm uchwali nową „opłatę turystyczno-rekompensacyjną” – ta wciąż będzie przecież pobierana od osób nocujących w Oświęcimiu głównie z powodu wizyty w Muzeum. Bardziej prawdopodobne wydaje się więc, że rzeczywistym powodem wstrzymania prac jest czysta ostrożność proceduralna, a argument etyczny – choć szczery – pełni w tej odpowiedzi rolę wzmacniającą, a nie rozstrzygającą. Wniosek radnych doczekał się więc odpowiedzi, ale nie rozstrzygnięcia. Pytanie, kto w przyszłości zapłaci za rosnące koszty obsługi turystów w Oświęcimiu, wraca teraz do Warszawy – i najwyraźniej stamtąd, a nie z ratusza, nadejdzie na nie ostateczna odpowiedź. BW 0003.39.2026Pobierz wniosekPobierz