🌊 Soła: 258 cm NORM ➡️ stab.

System punktów · oswiecimskie.pl

Komentuj artykuły

+2 pkt za komentarz

Zgłaszaj zdarzenia

+5 pkt za zgłoszenie

Oceniaj treści

+1 pkt za ocenę

Wymieniaj nagrody

Bilety, zniżki i vouchery!

Oświęcim Online Oświęcim Online
(1)

Rzeźba bez powodu – rzecz, na którą Oświęcim jeszcze się nie odważył

Postawmy tezę, od której niejednemu czytelnikowi zjeży się włos: Oświęcim nie umie postawić rzeźby, która niczego by nie znaczyła. Każdy …

Rzeźba bez powodu – rzecz, na którą Oświęcim jeszcze się nie odważył
Rzeźba bez powodu – rzecz, na którą Oświęcim jeszcze się nie odważył
Postawmy tezę, od której niejednemu czytelnikowi zjeży się włos: Oświęcim nie umie postawić rzeźby, która niczego by nie znaczyła. Każdy kamień w tym mieście musi coś upamiętniać, każdy plac musi się z czegoś tłumaczyć, każdy pomnik musi mieć tabliczkę, datę, kontekst – bo od dziesięcioleci miasto żyje w cieniu historii tak ciężkiej, że nauczyło się nadawać znaczenie wszystkiemu, co stawia w przestrzeni publicznej. To zrozumiałe i po części słuszne. Ale to też swego rodzaju klatka – bo miasto, które nie potrafi postawić czegoś „bez powodu”, traci coś, co inne miasta w Europie od dawna traktują jako naturalny element codzienności: prawo do gestu, który po prostu jest, nie tłumacząc się z niczego. Malmo Warto to sobie uświadomić, patrząc na fotografie z zupełnie innego miejsca na mapie. Jest takie miejsce – nieważne czy w Malmö, w Kalmarze czy w jakimkolwiek innym mieście północy Europy – gdzie o zachodzie słońca, między drzewami przystrzyżonymi jak żywopłot, stoi coś, co trudno nazwać. Kamienna bryła. Głowa bez rysów, korpus bez rąk. Ktoś rozłożył koc pod drzewem, ktoś oparł rower o pień, a ta forma po prostu tam jest i nie tłumaczy się z niczego. Kawałek dalej, w innym mieście, leży na trawniku olbrzymia śpiąca głowa z brązu, twarzą wtopiona w ziemię, z otworami zamiast oczu. Przechodnie robią zdjęcia. Nikt nie pyta, co to znaczy – wszyscy jakoś wiedzą, że to pytanie byłoby nietaktem wobec czegoś, co ma prawo po prostu być. To dobra chwila, żeby zapytać, po co miastu w ogóle taka rzecz – i czy Oświęcim, mimo swojego wyjątkowego ciężaru historii, a może właśnie dzięki niemu, mógłby sobie na taki gest pozwolić. Rzeźba jako znak, a nie ozdoba Przez większość historii sztuka publiczna miała jedno zadanie: upamiętniać. Ktoś na koniu, ktoś z mieczem – pomnik mówił wprost: to jest ważne, pamiętaj. Rzeźby ze zdjęć przesłanych do redakcji robią coś innego: nie upamiętniają konkretnej osoby ani wydarzenia, nie tłumaczą się tabliczką z datą. Działają jako punkt zaczepienia dla oka w krajobrazie, który bez nich byłby tylko trawnikiem albo rondem. Urbaniści mówią o „placemakingu” – tworzeniu miejsca z przestrzeni. Przestrzeń to współrzędne geograficzne, miejsce to coś, co ma w sobie pamięć i punkt odniesienia. Rondo staje się miejscem, kiedy ktoś umawia się „pod tą śpiącą głową”. Rzeźba nietłumacząca się do końca działa jak węzeł w sieci codziennych tras – i mówi coś o samym mieście: że ma odwagę nie tłumaczyć się do końca, że ufa mieszkańcom na tyle, by zostawić im przestrzeń do własnej interpretacji. Malmo Czasem taki gest jest jeszcze subtelniejszy. Na trawiastym zboczu pod jednym z teatrów w Skandynawii, między kawiarnianymi stolikami a linią wody, z ziemi wyłaniają się kamienne czułki ośmiornicy – bez głowy, bez korpusu, tylko fragmenty, które sugerują coś ukrytego pod trawnikiem. Nikt nie postawił tabliczki z wyjaśnieniem. Ludzie po prostu siadają obok, robią zdjęcia, dzieci wspinają się na wypukłości. To rzeźba, która nie krzyczy „jestem sztuką” – ona po prostu jest częścią zbocza, częścią spaceru, elementem, który sprawia, że trawnik przestaje być tylko trawnikiem. I właśnie to podpowiada, gdzie taki gest mógłby znaleźć swoje miejsce w Oświęcimiu. Bulwary nad Sołą – z ich naturalnym, łagodnym spadkiem w stronę wody, z linią spacerową, którą i tak pokonują mieszkańcy każdego wieczoru – są niemal wymarzoną scenerią dla podobnej instalacji. Rzeka, która przez wieki dzieliła i łączyła miasto, mogłaby stać się naturalnym kontekstem dla formy wyłaniającej się z trawy czy z brzegu – czegoś, co nawiązuje do wody, ruchu, przepływu, a jednocześnie zaprasza do przystanięcia na chwilę zamiast tylko przejścia obok. Goteborg Czy to ważne? I dla kogo Można wzruszyć ramionami – to tylko kamień, miasto ma poważniejsze problemy. To prawda, ma. Ale tkanka miejska, mijana codziennie w drodze do pracy, wychowuje w sposób, którego nikt nie planuje na żadnej lekcji. Dziecko dorastające w mieście pełnym form do zastanowienia się uczy się, że przestrzeń publiczna może być zaproszeniem do myślenia, a nie tylko funkcją do przejścia. Jest też wymiar ekonomiczny. Miasta inwestujące w sztukę publiczną wiedzą, jak działa uwaga turysty – rzeźba w dobrym miejscu tworzy naturalny punkt, wokół którego układa się ruch pieszy, kawiarnie, chwila odpoczynku. Nieprzypadkowo śpiąca głowa ze zdjęcia stoi tuż przy hotelu i rondzie, które turysta i tak musi minąć: ludzie chętniej zapamiętują miejsce, w którym coś ich zatrzymało, niż to, przez które tylko przejechali. Malmo Miasto, które czeka na swój gest Oświęcim ma problem, który zna każdy, kto próbował opowiedzieć komuś o mieście spoza jednego, przytłaczającego skojarzenia. Ruch turystyczny do Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau liczy się w milionach rocznie – i niemal cały omija resztę miasta: rynek, zamek, dawną dzielnicę żydowską, dzielnice mieszkalne, tereny nad Sołą, przestrzenie postindustrialne. Autokary przyjeżdżają, stają kilka godzin, odjeżdżają. Wielowiekowa historia miasta granicznego, wielu kultur, zamku piastowskiego starszego niż niejedna europejska metropolia, ale też historia miasta pracy i powojennej odbudowy – pozostaje niewidoczna dla ludzi, którzy fizycznie są od niej zaledwie kilkaset metrów. To nie jest problem samej starówki. To problem całego miasta o bogatej, wielowarstwowej tożsamości, znanego światu z jednego, zamrożonego w czasie kadru. Modernistyczna rzeźba tęczy Dobrze przemyślana instalacja rzeźbiarska mogłaby stać się fizycznym zaproszeniem: „tu też jest coś do zobaczenia, to miasto ma więcej niż jedną historię”. Nie chodzi o konkurowanie z powagą miejsca pamięci, lecz o to, by obok niej dać miastu prawo do własnej, osobnej tożsamości. Czy to dobry pomysł? Odpowiedź uczciwa, a nie entuzjastyczna Sztuka publiczna jako narzędzie turystyczne bywa złudna. Miasta na całym świecie kupują rzeźby w nadziei na powtórkę efektu „Anioła Północy” czy bilbaowskiego Guggenheima, i najczęściej nic się nie dzieje – bo gest bez kontekstu i bez powiązania z resztą oferty miasta zostaje tylko gestem. Rzeźba nie zastąpi oznakowanej trasy spacerowej, otwartych kawiarni, wyremontowanych kamienic ani włączenia starówki do programu zwiedzania Miejsca Pamięci. Jest raczej ostatnim, najbardziej widocznym elementem czegoś, co musi zacząć się dużo wcześniej. Oświęcim Jest tu też pytanie o autentyczność. Rzeźba dobra dla Oświęcimia nie powinna być kopią mody skandynawskiej – powinna wyrastać z tego, co miasto ma unikalnego: granicznej, wielokulturowej historii, pamięci o współistnieniu Polaków, Żydów i innych społeczności, rzeki, która od zawsze dzieliła i łączyła miasto. Forma dobrze osadzona w tej opowieści mogłaby zrobić więcej niż niejeden tradycyjny pomnik – bo zaprosiłaby do pytania, zamiast narzucać odpowiedź. Sama rzeźba niczego nie rozwiąże – ale dobrze umieszczona, może być pierwszym, widocznym znakiem, że miasto ma odwagę mówić o sobie więcej niż jedno zdanie. BW

Oceń artykuł

5.0/5 (1 ocena)

Komentarze

Bądź pierwszy! Dodaj komentarz do tego artykułu.

Udostępnij artykuł

📧 Subskrybuj nasz newsletter

Otrzymuj najnowsze aktualności z Oświęcimia prosto do swojej skrzynki odbiorczej.

📊 Statystyki Portalu

279
Odwiedziny dzisiaj
3,332
Artykułów
4.2/5
Średnia ocena
10
Źródeł

📈 Trend odwiedzin (7 dni)

Wed
Thu
Fri
Sat
Sun
Mon
Tue
Średnio 146 odwiedzin/dzień